Za nami wyścig w Walencji. Po niedzielnych zawodach panuje opinia, że ten tor jest typowo nudny z punktu widzenia kibica. Nie zmieniły to ani opony Pirelli, ani tym bardziej DRS, dla którego wyznaczono dwie strefy pozwalające na jego wykorzystanie. Choć w Monako również bardzo ciężko się wyprzedza, to tamtejsze zawody przysporzyły dużo więcej dramaturgii i nie mam tutaj na myśli wypadków. Walencja nieudanie więc udaje starego klasyka. Z punktu widzenia kierowcy pętla tego toru stawia jednak pewne wyzwania, a najbardziej lubiany 3 sektor kończy okrążenie szybkimi zakrętami po wcześniejszych, wolniejszych partiach toru. Dodając panującą tam atmosferę, wychodzi nam mimo wszystko dość interesująca impreza. Na potwierdzenie moich słów zdjęcie z ubiegłorocznych zawodów o Gran Prix Europy.
Tydzień przed rozpoczęciem inauguracji sezonu 2011 Formuły 1 w Australii Narain Karthikeyan, a więc reprezentant zespołu HRT, powiedział, że nie obawia się reguły 107% i jego team nie powinien mieć problemów z zakwalifikowaniem się do wyścigu. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Zarówno hinduski kierowca jak i Tonio Liuzzi nie wystartowali w niedzielnych zawodach nawet po wcześniejszej prośbie o zezwolenie na start skierowanej bezpośrednio do FIA.
Po trzech tegorocznych testach Formuły 1 w Walencji, Jerez i Montmelo pod Barceloną, ósmego marca rozpocznie się ich ostatnia część. Pierwotnie zajęcia miały być prowadzone w Bahrajnie, jednak z powodów politycznych odwołano zarówno testy jak i samo Gran Prix. Tak więc ponownie ujrzymy bolidy przygotowane z myślą o sezonie 2011 na torze Circuit de Catalunya. Jest to ostatnia szansa, aby jak najlepiej przygotować się przed nadchodzącą kampanią, która wg wielu opinii, ma być jeszcze lepsza od bardzo udanego z punkty widzenia kibica, sezonu 2010.